Zaglosuj:
|
|
Bałkański Kocioł 2007- Hity wyprawy:)
>>glówna>>bałkany |
O co chodzi?
Hity wyprawy to zapiski sporządzone 30 dnia wyprawy i uzupełniane, aż do jej końca- mają nam pomóc w zapamietaniu niektórych niuasnów, które z biegiem czasu mogą nam umknąć. Ponieważ są to najczęściej dość zabawne historie warto je opublikować, by w ten niecodzienny, gawędziarski sposób zachęcić innych do podróżowania rowerem;). Kolejność jest przypadkowa, oprócz pozycji nr 1, na dziś dzień nazwalibyśmy tą wyprawę Lavazh 2007 ;)
1.Lavazh
2.Kraksa w Sarajewie
3.Zwiedzające koło
4.Rumun
5.Stefan za 100
6.Jaszczurki
7.Małopolskie Ćevapi
8.Staszek złapany za zmianę koszulki
9.Nieszczekające psy
10.Mafia Masonów
11.Rowerzyści z Krakowa
12.Szukanie mięśnia
13.Ściąganie opony
14.WC na gnoju
15.Nocleg w Gospiću
16.Burek z burka
17.Negliż Stanisława w Rubiku
18.Marszobieg w Prijedorze
19.Berndt, Freytag, Marco i Polo
20.Ciastka
21.Zielona granica
22.Noski
23.Slapy
24.Wszystkie drogi prowadzą do...
|
1.Lavazh
Jak to bywa z klasykami gatunku, tak i lavazh nie jest dla nas pojęciem jednoznacznym. Otóż przedstwiona jego forma na zdjęciu to jedynie namiastka prawdziwego - nasza próba dorównania Albańczykom w ich pomysłowości. Dlatego też tak często, jak to tylko możliwe korzystaliśmy z takiej formy kąpieli, by oddać cześć albańskiej Wieży Eiffla. Tak, od mniej więcej 4 dnia wyprawy nigdy się już się nie kąpaliśmy: zawsze braliśmy lavazh. Co to ten prawdziwy lavazh? To albańska myjnia składająca się z węża, wody, błota, obsługujacego i jego gromadki dzieci. Jest to więc forma biznesowo- rodzinna, a zarazem coś jak karczma, miejsce cementowania więzi między Albańczykami, a także odwiedzającymi ich turystami. Można wyburzyć bunkry, spalić meczety, załatać wszystkie drogi i wyrównać góry, ale dopóki ostanie się choć jeden LAVAZH Albania nie zginie!
Hitem
niemal tego samego kalibru jest brak jakiegokolwiek zdjęcia myjni w naszej kolekcji. Bez komentarza.
do góry
|
2.Kraksa w Sarajewie
Kraksa w Sarajewie to zdarzenie, mające poważne skutki w dalszej części naszej wyprawy. Można to, nie bez kozery, porównać do 'główki' Zidane'a w finale MŚ czy ataku na WTC. Otóż, gdy przejeżdżaliśmy, przez to piękne miasto niefortunnie padało. Musieliśmy przeciąć tory tramwajowe ukośnie przechodzące przez drogę :) Maciek, jak dziecko we mgle, wjechał w nie niemal równolegle i co oczywiste bicykl, nieprzystosowany do ruchu szynowego, stanął dęba. Bajker, ratując swe życie i dobytek, rozpoczął dramatyczny bieg z rowerem w jednej ręce (bagaż ok. 20kg;), zakończony spektakularnym upadkiem roweru. Najciekawsze jest to, że jadący z tyłu Staszek dokładnie, jak w pływaniu synchronicznym, skopiował wyczyn kolegi. Ponieważ jechał wolniej jego koło nie ucierpiało. Maciek walczył z nim jeszcze przez dwa tygodnie, a takie widoki jak na zdjęciu to codziennośc przyprawiająca wszystkich o szał...
do góry
|
3.Zwiedzające koło
"Tylne koło Maćka zwiedziło więcej niż jego właściciel" tej tezy nie podważy żaden człowiek grupy Bajkers, a ponieważ plotki stają sie coraz głośniejsze to musimy je...potwierdzić. Chociaż Kraksa w Sarajewie znacznie pomogła Kołu w zwiedzaniu Bałkan, to już wcześniej zwiedzało ono świat, gdy inne części rowerowe odpoczywały. Na zdjęciu Ochryda, którą koło Maćka wspomina najlepiej!
do góry
|
4.Rumun
Nieformalna ksywa Staszka nadana mu po serii dziwnych zachowań (np. takich czy takich). Do rumuńskich zachowań należało również wyjadanie cukru wprost z torebki i inne, których już nie pamiętamy. "Ty Rumunie" i "Nie zachowuj sie jak Rumun" należały do najczęstszych rasistowskich zagrywek reszty grupy. Staszek czesto bronił się tym, że poznany w Sarajewie Victor, Rumun, się tak nie zachowywał. Tyle tylko, że to był argumnet raczej pogrążający :)
do góry
|
5. Stefan za 100
100 dinarów(ok.1,5 euro). Tyle zapłaciliśmy za głowę w miejscowości Sv. Stefan nad Jeziorem Ochrydzkim w Macedonii za nocleg. We śnie towarzyszył nam sam Święty, który w ciszy patronował monastyrowi. Wszystko uzgodniliśmy ze starą Babuleńką, która opiekowała się obiektem sakralnym. To nic, że nie było wody. Sen w takim miejscu za taką cenę to prawdziwy old school ;)
do góry
|
6.Jaszczurki
Domek na zdjęciu otrzymaliśmy od sympatycznego pana, który na wieść o tym, że szukamy miejsca na namiot, zaprowadził nas pod niego i wręczył klucze, po czym odjechał do miasta... Acha to było w Chorwacji, 15km od wybrzeża :O. No ale to nie koniec frapującej historii. Zaskoczeni i dozgonnie wdzięczni nie mogliśmy nie zauważyć jaszczurek, które tuż przed naszym snem zaczęły wychodzić zza szafek, wentylacji i komina, beztrosko łażąc po ścianach. Polowanie zakończyło się fiaskiem i owinięci mocno w śpiwory zasnęliśmy.
do góry
|
7.Małopolskie Ćevapi
Zwykłe Ćevapi to bułka jak na zdjęciu napchana mięsem i cebulą. Małopolskie Ćevapi to autorski pomysł Maćka: wziąć lepinję (bułkę) rozciąć i wsadzić do środka zawartośc sakwy (ściśle: jadalną część zawartości), następnie zjeść. Podobno wprowadzenie tego przysmaku na polski rynek pozwoli autorowi na podróżowanie cały rok rowerem: sponsorem wyprawy- Małopolskie Ćevapi!
do góry
|
8.Staszek złapany za zmianę koszulki
Powodem tragedii była widoczna na zdjęciu koszulka (w tle Staszek i Czarnogóra). Rozterki Bajkersa na temat czy jest wystarczająco ciepło by ją ubrać, przypominały 'Modę na sukces'. Nie raz Staszek musiał w trakcie jazdy zmieniać wierzchnie odzienie ze względu na temperaturę. Kiedy więc tuż po zmianie Przewiewnej Koszulki, na bośniackiej wsi, stróż prawa zaczął machać lizakiem tuż przed twarzą Staszka, stało się dla nas jasne, że ubrana koszulka nie spełniała muzułmańskich norm. Z wielką radością powitaliśmy nerwowe machania Bośniaka, aby Staszek jechał dalej, bo (Bogu dzięki!) celem jego nagłej akcji był podążający za nami samochód... Koszulka zaś w stanie nienaruszonym wróciła do Polski, gdzie wiedzie spokojnie życie, aż po dziś dzień.
do góry
|
9.Nieszczekające psy
Wszystko zaczęło się w Sarajewie u Victora w mieszkaniu... Rozmawiając na temat dalszej trasy Victor wypowiedział następujące słowa o drodze Livno- Bosn. Grahovo (wolne tłumaczenie): "Raz podróżowałem tą drogą, kiedy zapadał zmrok. Wszędzie, gdzie żyją ludzie, zapalają się w tym czasie światła. Tam pomimo mijanych domostw nigdzie nie paliło się światło, a w żadnej mijanej wsi nawet pies nie zaszczekał przez kilkadziesiąt kilometrów. Nie jedźcie tamtędy" . Czy mogła być lepsza zachęta? Opuszczone wioski były, nie brakowało jednak psów, które nie tylko szczekały, ale dodatkowo pędziły za nami po kilkaset metrów z pianą na pysku:). Tak czy siak dziękujemy za rekomendację i również polecamy tę drogę wszystkim podróżnikom!
do góry
|
10.Mafia Masonów
Poprzez instytucje typu Hospitality Club (a dokładnie Warm Showers) zdobyliśmy kontakt do Michaela mieszkańca Sarajewa i Banja Luki. Zgodnie z ideą przedsięwzięcia otrzymaliśmy obietnicę noclegu i pomocy w BiHu. Grupa, którą roboczo nazwaliśmy Mafią Masonów składała się z: niemieckiego Żyda z USA - Michela, francuskiego Niemca- Rodolfa i mołdawskiego Rumuna- Victora. Czy taki internacjonalny zespół mogliśmy nazwać inaczej?;) Dodajmy jeszcze, że każdy z nich pracował dla Ważnej Miedzynarodowej Organizacji, a niektórzy wozili się autami na numerach Korpusu Dyplomatycznego. A tak na poważnie to chcielibyśmy im bardzo podziękować za świetną gościnę;). Acha zdjęć nie publikujemy co by nikogo nie zdekonspirować!
do góry
|
11.Rowerzyści z Krakowa
Na lotnisku w Krakowie zobaczyliśy Rowerzystów z Krakowa: rowery bez pudełek, sakwy, kaski na głowach, itp :) Pomyśleliśmy jacyś grubsi zawodnicy, ale rowerów im tak nie wezmą. Okazało się jednak, że pomimo opóźnienia jakie koledzy zafundowali liniom Sky Europe (kurde, my samolotu jeszcze nie opóźniliśmy...), udało im się dotrzeć do Dubrownika. Pomijając fakt, że szybciej skręciliśmy rowery niż oni przykręcili pedały (dobra trochę przesadzamy), musimy wspomnieć, że Staszek musiał nauczyć Kolegów obsługiwać ich pompkę i napompować w tym celu koła w jednym z rowerów. Trudno zapomnieć również, że jeden z nich próbował przewieźć w bagażu podręcznym klucze: efekt- nasze komplety były bardzo popularne:) oraz, że koledzy mieli jedynie złotówki przy sobie i zero jakiejkolwiek mapy. Na miejsce w hitach wyprawy zasłużyli również powrotem do nas, bo jechali z odkręconym kołem. Szczytem wszystkiego była jednak kilkukilometrowa premia lotna, którą zaliczył Staszek z rękawiczkami jednego z bajkerów... Czy dotarli jak planowali do domu, nie wiemy. Z całego serca życzyliśmy im SZCZĘŚCIA :)
do góry
|
12.Szukanie mięśnia
Któregoś pięknego bałkańskiego dnia Maciek, spełniając powinność każdego człowieka, lekko się nudząc spostrzegł niespodziewanie nieznany sobie, dobrze wykształcony mięsień łydki! Po wyjściu z zacisza postanowił podzielić się z resztą gupy swym niecodziennym odkryciem. Niestety mięsień więcej sie nie ukazał :(. Szukano go całą wyprawę, niektórzy szukają go po dziś dzień, prawdopodobne, że niedługo nie bedą o nim pamiętać nawet najstarsi górale...
do góry
|
13.Ściąganie opony
Po słynnych wydarzeniach sarajewskich tylna obręcz Maćka posiadała już tylko same wady. Najbardziej odczuwalnym efektem skrzywienia rawki nie było jednak scentrowanie, a trudność zdjęcia opony... Codzienna niemal już konieczność wymiany szprych powodowała, że wylewając ostatnie poty Staszek z Maćkiem ślęczeli nad nieszczęsnym kawałkiem stopu późnymi wieczorami i wczesnymi rankami. Niejednokrotnie bowiem po wieczornej zmianie okazywał się, że pełne agresji zakładanie opony dziurawiło dętkę...Efekt: kilka ostatnich dni, po złamaniu wszystkich łyżek i rozwaleniu palców, Maciek nie wymienia szprych i kończy wyprawę bez 4, wychodząc zwycięsko z morderczej walki z kołem!
do góry
|
14.WC na gnoju
Uwiecznieni na zdjęciu Państwo zaprosili nas na nocleg do siebie na działkę w Suicy(Hercegowina), zaoferowali dużo jedzenia, kawę, koce śpiwory itp. Dodatkowo dostaliśmy możliwość kąpieli w domu i obejrzeliśmy wspólnie fragment meczu koszykówki :). Kiedy szliśmy spać, myśląc pewnie, że w nocy w razie potrzeby, będziemy forsować dom, Pani zaprowadziła Magdę przed gnój i podarowała jej rolkę papieru toaletowego. W tym niecodzienym miejscu wyznała, że w razie czego, tutaj możemy załatwiać potrzeby :D Niekultularnie, nie skorzystaliśmy z tej opcji.
do góry
|
15.Nocleg w Gospiću
Z Korenicy wyruszyliśmy w deszczu , bo nie chcieliśmy tracić kolejnego dnia na postój. Nic dziwnego, że po 50 km jakie dzieliły nas od Gospića byliśmy totalnie przemoczeni. Tradycyjnie w takich wypadkach przypomnieliśmy sobie o jedności chrześcijan i podbiliśmy do parafii. Tam pan (chyba proboszcz), który bardzo się ucieszył na nasz widok wykonał telefon, dał adres i kazał jechać do zajazdu. Na miejscu otrzymaliśmy pokoje (tak, tak dla każdej płci jeden) z łazienką, TV satelitarną i zaproszenie do restauracji na obiad. Pomimo chęci nie mogliśmy za nic zapłacić, a wieczorem na własne oczy obejrzeliśmy rozwiązanie polskiego parlamentu!
do góry
|
16.Burek z burka
Burek to bałkański przysmak, który mieliśmy przyjemność jeść przez całą wyprawę. Są różne burki, z różnym nadzieniem. Nadzienie mięsne i nazwa potrawy powodowały pewne 'chińskie' skojarzenia, ale nie przejmowaliśmy się tym. Jednak w nocy, czasami, nasz śmiertelny sen był zakłócany przez prawdziwe burki. Krzyczeliśmy do nich głośno "przerobię cię na burka!" lecz nie pomagało. Burkami, które były najbliższe zakończenia swego żywota w burku, były Azor z Peću i Reksio z Floriny. Nie pozdrawiamy.
do góry
|
17.Negliż Stanisława w Rubiku
Po kolei. Poprosiliśmy przypadkową rodzinę w Rubiku (Albania) o możliwość rozbicia się w ogrodzie. Oczywiście odpowiedź była pozytywna, dodatkowo udostępniono nam łazienkę i poczęstowano burkiem. Po kąpieli zasiedliśmy do stołu. Staszek nie uznał jednak za stosowne ubrać coś wiecej niż koszulkę i bokserki:) Dopóki siedział (patrz zdjęcie) było nieźle. Gorzej kiedy, jak to w Albanii , na nasze powitanie zeszła się cała rodzina (kuzyni,ojcowie,dzieci,wujki itp). Wyglądało to bardzo profesjonalnie kiedy witając się z panem domu, Staszek ubrany był w gacie. A takich powitań było przynajmniej kilka. Głupawy dostaliśmy już przy stole, co było bardzo niekulturalne, bo Albańczycy nie rozumieli nas prawie w ogóle.
do góry
|
18.Marszobieg w Prijedorze
Prijedor (północna Bośnia) to pierwsze miasto na wyprawie, w którym wylądowaliśmy przemoczeni. Po okupywaniu baru przy stacji, postanowiliśmy poszukać czegoś do spania. Znaleźliśmy kolejny bar (postawiono nam tam herbatę), a Maciek, uznając, że bardziej mokry już nie będzie, poszedł poszukać jakiegoś kościoła/pensjonatu. Biegał, tak grubo ponad pół godziny w kasku od czasu do czasu przystając. Od drzwi do drzwi, od parafi do prafii, poznając wszystkie zakamarki Prijedoru. Kiedy później rowerem udaliśmy się do Domu Emeryta, sprawnie okrążyliśmy miasto w kółko, bo po marszobiegu, Maćka IQ spadło do poziomu maratończyka po zakończonych zawodach ;).
do góry
|
19.Berndt, Freytag,Marco i Polo
To po lavazhu zdecydowanie nr 2 tej wyprawy. Każdy pewnie słyszał o wydawnictwach, które można ułożyć z tych 4 wyrazów. My niestety nie tylko słyszeliśmy, ale i używaliśmy ich podczas wyprawy. Pomyłki w kilometrażu o jakieś 50% to nic. Umieszczanie miejscowości przy innych drogach niż w rzeczywistości to też pikuś. Hit nad hitami to znaczenie szutrowej, nieprzejezdnej dla samochodów drogi Kuciste- Murino(na granicy KSi CG) jako drogi krajowej :) Naszą główną rozrywką było odtwarzanie rozmów pomiędzy Berndtem a Freytagiem i Marco a Polo :) "Ty weź zaznacz tą drogę jako widokową, bo nam zielony kolor został" , "Musimy przyoszczędzić na kilometrach bo na całą Albanię mamy tylko 20 a potrzebujemy 60 tys". Kiedy w Dubrowniku zobaczyliśmydwóch gości którzy wskoczyli do morza i odpłynęli daleko na pd- zach. , to byliśmy pewni, że Marco lub Polo zaznaczyli na swojej mapie, że do Włoch morzem są 3 kilometry...
|
20.Ciastka
Zaprezentowane na zdjęciu serbskie batoniki zbożowe BonŻita oraz niezaprezentowane tureckie markizy Tempo to najlepsze słodycze na Bałkanach! Robiliśmy ich zapasy, bo nie wszędzie były, a odkrycie w sakwie braku BonŻit stawiało pod znakiem zapytania dalszą część wyprawy... Serbskie dokupienia tylko w Macedonii i Republice Serbskiej(BiH), tureckie w każdym kraju lecz nie każdym mieście :)
do góry
|
21.Zielona granica
Pomimo wrodzonej uczciwości złamaliśmy poważnie prawo podczas wyprawy Bałkański Kocioł 2007 :) Chcieliśmy wyjechać z Kosowa przez Kanion Rugovo do Czarnogóry. Wszyscy żołnierze, policjanci i miejscowi zapewniali nas, że przejście graniczne istnieje, tylko może braknąć asfaltu. Kiedy za Kuciste zobaczyliśmy wykopane (lub wysadzone) dziury w ziemi i betonowe kloce uniemożliwiające przejazd, nabraliśmy podejrzeń. Kiedy naszym oczom ukazał się znak ze zdjęcia, zrozumieliśmy, że ani Albańczycy, ani wesołe wojska KFOR nas nie pożegnają. Na przełęczy Ćakor widzieliśmy z daleka budki, więc przygotowaliśmy się na odprawę czarnogórską. Nic z tych rzeczy- budy były puste. W ten sposób opuściliśmy najbardziej zmilitaryzowany region Europy nielegalnie. Zresztą chyba nie tylko my bo wyżej w górach widzieliśmy kilka osób pokątnie przechdzących na czarnogórska stronę...
do góry
|
22. Noski
Staszek czasami lubił zaginąć. Jechał z nami, a nagle go nie ma. Szybko się przyzwyczailiśmy o co chodzi: noski. Awarie tej części roweru były niemal tak częste jak pękanie szprych u Maćka, a siarczyste przekleństwa rozluźniały atmosfrerę natychmiast. Wiele się nasłuchliśmy o podkładkach sprężynujących, które w za małej ilości były na naszym wyposażeniu.
do góry
|
23. Slapy
Slap to po serbsko- chorwacku wodospad. Podziwialiśmy slapy w Plitwicach, podziwialiśmy w Hercegowinie, widoczny na zdjęciu Kravica Slap. Staszek jednak zanim dobrze obejrzał Kravicę, musiał na chwilę udać się w odosobnienie. Kiedy wrócił, na pytanie "jak tam?" odpowiedział: "No mój slap był taki, że już przjechali z UNESCO, aby wpisać go na listę, i jak zaczęli wpisywać, to on niespodziewanie się wyczerpał" :) Od tej pory braliśmy lavazh i chodziliśmy na slapy.
do góry
|
24.Wszystkie drogi prowadzą do...
Medjugorie! Na trasie opowiadano nam o księżach, których nie ma na parafii, bo właśnie pojechali do Medjugorie. Jadąc tam liczyliśmy na serdeczne powitanie z nimi, bo tak jakby ich już trochę znaliśmy. Niestety, nie udało nam się rozpoznać żadnego. Ale wskazówka na przyszłość: Jeśli w Chorwacji lub BiHu będziecie poszukiwać księdza, a go nie bedzie, to w ciemno jedźcie do Medjugorie. Tam są wszyscy zaginieni chorwaccy księża!
do góry
|
|