Relacje
Zgodnie z zapowiedziami postanowilismy kontunuowac nasza rowerowa przygode. Jako cel wybralismy podróz na pólnocna Slowacje i powrót przez Niedzice do Polski. Nad zalewem Czorsztynskim planowalismy urzadzic sobie tydzien wylegiwania sie. W jaki sposób nasze plany zostały zweryfikowane mozna przeczytac w relacji...
Dzien 1
Wieliczka- Dobczyce- Mszana Dolna- Rabka- Czarny Dunajec- Chyzne Trestna
Wyjechalismy ok 7 rano. Ruszylismy na poludnie, wiec pierwsza rzecza jak musielismy zrobic bylo pokonanie w kilkaset metrów ok 80 metrowej róznicy wysokosci. Chodzi rzecz jasna o dojechanie na szczyt Choragwica- najwyzszy punkt Pogórza Wielickiego(413m n.p.m.). Sloneczny dzien mimo wszystko zachecal do jazdy, bylo rzesko, a zadza przygody pchala nas do przodu. Zatrzymalismy sie na moment w Dobczycach w celu poprawienia sakw(15km) i z postanowieniem dojechania do Kasiny Wielkiej wyruszylismy dalej...Niestety po przejechaniu 2 km Krzyskowi strzelila detka,zeby bylo smieszniej to w tylnym kole. Powietrze uszlo takze z nas bo nie ma nic lepszego niz odpinanie sakw po godzinie jazdy :( Dalsza trasa byla przyjemna, wieksze góry to tylko Wierzbanowa i Kasina. Dosc szybko dojechalismy do Rabki(60km).Stamtad nie bylo juz tak latwo. Jechalismy bocznymi drogami w kierunku Czarnego Dunajca. Dosc pokazne góry i swiezo wyl(ew)any asfalt uprzykszaszly droge. Pierwsze kryzysy(na szczescie nie wszyscy na raz) spowalnialy jazde. W Czarnym Dunajcu troche odzylismy i plaska trase do Jablonki pokonalismy nie schodzac ponizej 30km/h. Z Jablonki do granicy bylo juz tylko niecale 10 km. Jechalismy krajówka i byl to zdecydowanie najgorszy odcinek tego dnia. Upal, goracy asfalt, TIRy i zmeczenie. Ostatni zjazd do przejscia byl przyjemny, ale widzelismy juz górke po drugiej stronie granicy. Po chwili formalnosci jestesmy na Slowacji. Droga dalej nieprzyjemna, a przed nami jeszcze kilka kilometrów do Jeziora Orawskiego. W Trestnej obijamy z glownej drogi i...doslownie padamy na nastepnej górce. Siadamy na asfalcie i dzielimy sie ostatnim Snickersem :) Brak przygotowania wychodzi. W koncu widzimy jezioro i zjezdzamy do niego. Po znalezieniu pierwszego campingu natychmiast sie zatrzymujemy. Wieczorna kapiel i idziemy spac
do góry>
Dzien 2
Trstena- Tvrdosin- Zuberec- Liptoysky Trnovec
Rano dwie niemile niespodzianki: deszcz i naciaganie włascicielki campingu. Ostatecznie palcimy duzo wiecej niz wynikaloby to z naszej umowy i skladamy namioty w strugach deszczu. Po dosc dlugim zastanowieniu postanawiamy ruszyc. Do Trestnej wracamy ta sama droga, która wczoraj jechalismy w przecinym kierunku. Zakladamy, ze w tych warunkach dojazd nad Liptovska Mare bedzie dobrym osiagnieciem. Na szczescie po kilkunastu kilometrach przestaje padac i mozemy zdjac z siebie nasze uniformy ;) Od Tvrdosina teren podnosi sie do góry. jedzie sie nieprzyjemnie. Jedyna ciekawostka byla dziwna budowla, która spotkalismy na trasie. Troche pózno orientujemy sie, ze musimy przejechac na druga strone Tatr Zachodnich...ponad 10km podjazd zaczyna sie ostro najpier 10%, pozniej 16%. Widoki sa jednak przepiekne, a rozpedzeni kolarze utwierdzaja w przekonaniu, ze droga na szczyt daleka. Bezwzglednie to najpiekniejsza trasa jaka kiedykolwiek jechalismy, a w nagrode(za górze strasznie zimno) długi szybki zjazd(hamuja nas samochody...).Docieramy nad Liptowska Marę i nocujemy na olbrzymim kampingu.Tylko 70km, ale za to trasa z gatunku tych, których nigdy sie nie zapomina...
do góry>
Dzien 3
Liptovski Trnovec- Liptovsky Mikulas- Pribylina- Podbanskie- Strbskie Pleso- Kezmarske Zlaby- Rakusy
Poranek na szczescie sloneczny, a my jedziemy w Tatry! Szybo mijamy Liptowski Mikulas(jak wiekszosc miast na Slowacji-rozczarowuje) Za Podbanskim teren robi sie piekny, las, góry i niewielki ruch. Jedzie sie bardzo milo: jest pochmurno i chlodno. Wiekszy problem pojawia sie tuz przez Strbskim Plesem. Stromy podjazd do podnóża Tatr. Tam juz mnóstwo turystów, pieszych rowerowych i samochodami. Po odpoczynku ruszamy w do Tatrzanskiej Lomnicy. Scigamy sie przy tym z pociagiem, który jedzie równolegle do nas ;) Dalej mkniemy na wschód i Tatry zostaja za plecami. Jedziemy ciagle w dol, az do drogi prowadzacej do przejscia na Lysej Polanie. Plaska droga jedziemy kilka kilometrów na poludnie. Zaraz po skręcie z drogi 67 znajdujemy domki o rozsądnej cenie i nocujemy z dala od cywilizacji.
do góry>
Dzien 4
Rakusy- Spisska Bela- Stara Lubovna- Plavec- Bardejov
Dzień czwarty to niedziela czego oczywiscie nie przewidzieliśmy :( Jedzenia prawie nie mamy a wiekszośc sklepów w podliskiej Spiskiej Beli jest pozamykana. Na domiar zlego Krzyskowi znów strzela detka. Stajemy sie mala atrakcja dla mieszkanców wracajacych z kosciola. Ruszamy w strone Starej Lubowny niestety uboga ilosc slowackich dróg zmusza nas do podrózy krajówka. Jazda jest malo przyjemna, przy nas ma miejsce wypadek. Jadac wzdluz Popradu, glodni(otwarte tylko stacje benzynowe)i z brakeim koron wypatrjemy jakiegos czynnego sklepu i kantoru. Przyjemnosc ta spotyka nas blisko polskiej granicy. Co wiecej mamy mozliwosc po lichwiarskiej wymianie placic zlotówkami!! Korzystamy z okazji i naladowani energia jedziemy dalej. Teren sie nie zmienia: ciagle podjazdy i zjady w wiekszosci dosc lagodne, zdarzaja sie jednak "mocniejsze" miejsca. Z kazdym kilometrem zwieksza sie ilosc Romów na drogach,obok dróg... Staramy trzymac sie maksymalnie razem bo wydaje sie robic mniej bezpiecznie. W koncu dojezdzamy do Bardejova. Tam zapytani o mozliwosc noclegu Romowie lustruja nas od stóp do glów nie omijajac liczników lampek itp. Staramy sie wiec raczej nie zatrzymywac i udaje nam sie znalezc schronisko mlodziezowe. Piekne miasteczko zwiedzamy wieczorem jednak wolimy szybko przed zmrokiem wrócic do pokoju...
do góry>
Dzien 5
Bardejov- Zborov- Becherov/Konieczna- Uscie Gorlickie- Grybów- Stróze- Przydonica- Gródek n.D.
Kolejny sloneczny poranek. Podejmujemy decyzje o przekroczeniu granicy w Koniecznej, do której z Bardejowa jest stosunkowo blisko. W Zborowie kierujemy sie na Becherow i malo ruchliwa droga zmierzamy w kierunku granicy. Widac góry przez, który musimy sie przeprawic.Równie ciekawa jest okolica, w której musi byc potezna mniejszosc ukrainska. Wiekszosc miejscowosci ma dwujezyczne nazwy, zwraca uwage rózniez duza ilosc cerkwii. Kilka ostatnich kilometrów to podjazd do granicy. Niewielkie przejscie i wita nas województwo malopolskie. Dolinkami rzecznymi jedziemy az do Uscia Grolickiego, zwiedzajac po drodze cerkiew w Kwiatoniu. Wrazenie robi na nas Jezioro Klimkówka, które z poziomu drogi wydaje sie niewiarygodnie czyste. Wspinajac sie na kolejne górki dotarlismy do drogi krajowej nr 28. Po wjechaniu do Grybowa decydujemy sie zjechac na boczne drogi i dojechac do Gródka. Powoli robi sie pochmurno, a my w gaszczu dróg jakos nie mozemy znalezc tej najkrótszej. Do celu powinno byc okolo 30 km a my przejezdzamy grubo ponad 40...W Lyczanej lapie nas burza i zatrzymujemy sie na przystanku. Tam spotykamy sponsora-wlasciciela rancza, który zmusza nas do zakupu jedzenia za jego pieniadze(sam ma problemy z prostym chodzeniem). Po burzy gubimy sie znowu i kiedy wyjezdzamy w Bartkowej nie bardzo wiemy skad sie tam wzielismy...Nocujemy u panstwa Tobiaszów w Gródku.
do góry>
Dzien 6
Gródek n.D.
Po meczarni z poprzedniego dnia stwierdzamy, ze odpoczynek bedzie wskazany- dodatkowo padajacy deszcze nie zacheca do dalszej podrózy. "Rozbijamy" sie po miasteczku jednak ze wzgledu na temperature i deszcz nie mamy ochoty na kapiel w jeziorze. Milo natomiast przyjeli nas nasi gospodarze, którzy zadbali o to aby sie nam nie nudzilo. Jeszcze raz bardzo im dziekujemy i obiecujemy odwiedzic przy najblizszej okazji ;)
do góry>
Dzien 7
Gródek n.D- Nowy Sacz- Swiniarsko- Lacko- Kroscienko n.D.- Grywald- Sromowce Wyzne- Niedzica
Po dniu przerwy raz w deszcze raz bez niego pelni energii ruszamy na ostatni etap - do Niedzicy. Krzyska znów dopadaja problemy- tym razem ósemka zaatakowala od srodka ;) Do Nowego Sacza teren jest trudny, ale liczne zjazdy rekompensuja niedogodnosci. za Nowym Saczem kierujemy sie bocznymi drogami przez Swiniarsko do Mostków Dolnych, gdzie wjezdzamy na droge nr 969. Kierujemy sie w góre Dunajca jednak prawie tego nie odczuwamy. Krzysiek praktycznie bez zmiany prowadzi przez caly 25 kilometrowy odcinek do Kroscienka, gdzie zamierza udac sie do dentysty. Wizyta niewiele pomogla wiec ruszamy dalej. Za Kroscienkiem jedzie sie fatalnie. Jest goraco, duzy ruch na drodze,zab Krzyska... Piekne widoki Pieninskiego Parku Narodowego umilaja podróz, lecz dopiero widok zapory w Czorsztynie przynosi nam ulge. Wyjezdzamy do Niedzicy i tam konczymy nasza podróz. Zostal jeszcze etap Niedzica-Wieliczka, ale to dopiero za tydzien...
do góry>
Epilog
Krzysiek zostaje przetransportowany do domu. Dojezdzaja znajomi i po tygodniu nic nie robienia mamy zakonczyc petle...w miedzyczasie Maciek dostaje anginy polaczonej z zapaleniem ucha i równiez zostaje odtransportowany. Piotrek zostaje dluzej jednak rezygnuje z watpliwej przyjemnosci samotnego powrotu i korzysta zokazji wracajac samochodem ;) Wyprawa nie konczy sie rózowo ale przynajmniej nic powaznego nikomu sie nie stalo, a i dojechalismy tam gdzie zamierzalismy.
do góry>
|