Okolice Wieliczki
| Szlak grobowy |
|
|
| Wpisany przez Maciek |
| wtorek, 17 kwietnia 2007 16:47 |
Wieliczka Rynek- Biskupice- Suchoraba- Krakuszowice- Liplas- Sławkowice- Grajów- Siercza– Wieliczka RynekSzlak Grobowy powstał po to, aby przybliżyć rowerzystom bardziej lub mniej zapomniane mogiły Powiatu Wielickiego. Groby pochodzą z przestrzeni tysięcy lat, często trudno je odnaleźć(np. opisu dotarcia do kurhanu/kopca w miejscowości Krakuszowice nie ma nigdzie poza naszą stroną :), dlatego warto poświęcić popołudnie by jadąc dość wymagającą trasą poprzez Pogórze Wielickie przenieść się w przeszłość.
Tradycyjnie wyruszamy z Rynku Górnego w Wieliczce i kierujemy się do Lednicy Górnej. Proponowałbym jazdę ulicami Chopina, Limanowskiego, Lednicką, Sowińskiego, Pułaskiego i Solarskiego( mapka). W Lednicy Górnej podjeżdżamy ostro szutrową drogą (razem z nami idzie szlak czerwony). Po dojeździe do asfaltu trzymamy się szlaku (czyli w prawo i zaraz w lewo). Po ok. 3,5 km od startu docieramy do kolejnego mocnego podjazdu, który po początkowym ostrym nachyleniu (+/- 15%), trochę się spłaszczy, ciągnąc się przez najbliższe 1800m (nie skręcamy w polną drogę za szlakiem czerwonym, tylko jedziemy do góry!) i wznosząc nas na wysokość ~400m n.p.m.. Jesteśmy we wsi Chorągwica i wjeżdżając na drogę główną skręcamy w lewo. Teraz jedziemy w dół, wzdłuż Wielkiego Lasu, gdzie na Bukowej Górze znajduje się cmentarzysko i osadą łużycką sprzed 1000 lat p.n.e. ! Niestety, dokładnego miejsca jeszcze nie odnaleźliśmy, jeśli ktoś zna dokładnie położenie tego miejsca prosimy o kontakt. Po wycieczce do lasu wracamy na drogę główną i kierujemy się dalej na wschód. Przed podjazdem skręcamy w lewo, w leśną drogę, tak jak wskazuje czerwony szlak i lasem dojeżdżamy do Biskupic. Stamtąd w dół zjeżdżamy do drogi wojewódzkiej nr 966(Wieliczka - Tymowa) i skręcamy w prawo. Na pierwszym skrzyżowaniu zjeżdżamy z niej w lewo do wsi Słomiana. Tutaj rozpoczyna się chyba najłatwiejszy etap: teren choć pagórkowaty to nie sprawia problemu, w dodatku często będzie nam wiało w plecy bo jedziemy na wschód :). Po kilku kilometrach droga wiedzie coraz bardziej w górę. Jest to znak, że zbliżamy się do drugiego punktu naszej wycieczki - Suchoraby. Po drodze z prawej strony podziwiać można Pogórze Wielickie, Beskid Wyspowy, a nawet jak spojrzymy bardziej na zachód to i Beskid Makowski. Z lewej przeważa zabudowa jednorodzinna:) w przerwach widać nieźle Puszczę Niepołomicką, dolinę Wisły oraz Nową Hutę. Dojeżdżamy na najwyższe w okolicy (po ok. 13,5 km) leśne wzgórze, gdzie od I Wojny Światowej spoczywają austriaccy żołnierze. Przydrożny cmentarzyk świetnie komponuje się na tle lasu i nie ma możliwości, aby go nie zauważyć. Niedawno został odnowiony wraz z tablicą upamiętniającą walczących. Z cmentarza kierujemy się drogą leśną (nie asfaltową!) w dół, a później w górę i dojeżdżamy do wsi Zborczyce. Przy wjeździe na asfalt skręcamy w prawo i po 200m znów w prawo. Tak też prowadzi droga główna, ale rozpamiętując żołnierski los, nietrudno przejechać na wprost i zboczyć ze szlaku. Ponad dwa najbliższe kilometry miną nam na mało zaludnionych terenach, grzbietem wzgórza w bardzo rozproszonej wsi Krakuszowice. Tak, ta nazwa się kojarzy, bo podobno pochodzi od syna sławnego króla Kraka. To jeszcze nie koniec, w centrum wsi znajduje się kopiec przypisywany jako pochówek właśnie młodszego syna założyciela Krakowa. Tak, więc zaraz za końcem drogi szutrowej wjedziemy pomiędzy kilka domów- są to już Krakuszowice, ale do centrum wsi musimy jechać dalej na wprost (wieś jakby się kończy). Dopiero kiedy po lewej stronie na kopczyku będzie kapliczka, a po prawej stronie wąska asfaltowa droga, skręcimy w nią i po jakiś 20 m (za końcem ogrodzenia domu nr 1) znajduje się polna droga:) Stąd pomiędzy późną jesienią a wczesną wiosną świetnie po lewej stronie widoczny jest kopiec. W lecie już tak fajnie nie jest, a ponieważ nie znajduje się on na szczycie wzgórza jego lokalizacja jest dosyć utrudniona. Kopiec otoczony jest drzewami skutecznie go ukrywającymi, ma kilka metrów wysokości, kształt elipsy oraz jest przekopany przez środek (prawdopodobnie na początku XXw. ktoś szukał skarbów...). Oto, co na jego temat pisze profesor Władysław Góral z Wydziału Geodezji Górniczej i Inżynierii Środowiska AGH:
"Miejscowi tłumaczą, że w tym miejscu młody Krak miał zostać rozszarpany przez wilki lub zabity podczas polowania. Zacząłem jednak szukać astronomicznych powiązań między położeniem kopcem legendarnego ojca [kopiec Krakusa], syna i córki [kopiec Wandy]. [...]Tam dopiero zaczyna się ciekawa astronomia. Po pierwsze: linia łącząca krakowski kopiec Krakusa i kopiec Kraka z Krakuszowic ma podobne własności, jak linia kopiec Krakusa - kopiec Wandy. Jest do niej symetryczna i również dzieli rok na osięm równych części. Pojawia się także ciekawa zależność między kopcem Kraka a Wandy. Wiąże się ze szczególnym położeniem wschodu i zachodu Księżyca. [...] Przy dobrej widoczności krakowskie kopce są ze swoich wierzchołków dostrzegalne. Dzieli je dystans 8,63 km. Krakuszowicki jest dalej. Dlatego pomiędzy nimi musiały być punkty pośrednie. Mamy już kandydatów na te punkty..."
Ciekawe prawda ? Po zwiedzeniu kopca i próbach dostrzeżenia krakowskich kopców wsiadamy z powrotem na rower (taka mała niespodzianka) wracamy do drogi asfaltowej i jedziemy w lewo w dół, w stronę Niegowici. Po chwili docieramy do bardzo dziwnego węzła komunikacyjnego (przed nami widać cmentarz w Niegowici oraz wieżę kościoła), dlatego postaram się opisać drogę najlepiej jak umiem, a czy mi się uda to już nie wiem... Otóż najpierw wjeżdżamy na wprost na drogę główniejszą, później od razu w lewo (chyba że ktoś chce zwiedzić kościoł w Niegowici to jedzie w prawo , a później spod kościoła dostaje się na własne rękę pod szkołę :). Teraz jedziemy kilkaset metrów na pn-wsch, by na pierwszym skrzyżowaniu skręcić w prawo( kąt niemal 360*) i... przez kilkaset metrów wracać się jakby w ta sama stronę! Następnie główną droga przejeżdżamy koło szkoły i po niecałych 2km skręcamy w prawo na Liplas (na początek kwietnia 2007 roku jest drogowskaz). Tu zaczynamy jechać na zachód możemy, więc zacząć odczuwać wiatr. W zasadzie droga bez historii poza kolejną wspaniałą myślą technologiczną rodem z socrealzmu, a mianowicie kilkoma blokami pośród pól! Na pierwszym oznaczonym znakiem skrzyżowaniu we wsi Liplas skręcamy w prawo w dół. Mijamy remizę i przy pierwszym skrzyżowaniu po prawej stronie dostrzegamy, kopczyk, którego historię znalazłem na stronie www.bellavita.krakow.pl :
"Legenda przenoszona z pokolenie na pokolenie przez tutejszych mieszkańców głosi, iż w tym miejscy spoczywają węgierscy żołnierze z armii austriackiej, którzy dowiedziawszy się o wybuchu powstania w swojej ojczyźnie, odmówili posłuszeństwa cesarzowi i wyruszyli do swojego kraju. W Liplasie zdziesiątkowała ich choroba. Pochowani zostali pod dwumetrowym kopcem, uwieńczonym drewnianym krzyżem. "
Po oddaniu czci węgierskim patriotom skręcamy w lewo (czyli jakby na wprost od kopca) w drogę prowadzacą do lasu... Jedziemy asfaltem i szutrem , aż do lasu. Tam staramy się jechać prosto po śladach zrobionych przez smochody/traktory. Kiedy po ok 500m dojedziemy do tego miejsca skręcamy w lewo (mijamy drzewo nr 1111). Leśna droga będzie ciągle lekko skręcała w prawo i po kolejnych kilkuset metrach dotrzemy do rozwidlenia skręcamy w prawo pod dość stromą górkę. Na szczycie swoiste skrzyżowanie, więc jedziemy w lewo. W tym momencie możemy już powoli żegnać się z bohaterskimi Węgrami i powoli rozglądać się za pochowanymi tu Starożytnymi :) Gęstniejąca atmosfera, i coraz ciemniejszy las powodują, że wydaje się, że zboczyliśmy ze szlaku. Nic bardziej mylnego. Jedziemy ciągle ścieżką (kiedyś była to chyba nawet dróżka) i patrzymy ciągle w prawo, bo w pewnym momencie jedne z kilkunastu kurhanów pojawi się po naszej prawej stronie. Będzie to kilkaset metrów od ostatniego rozjazdu, kiedy teren zacznie coraz bardziej opadać, a po prawej zobaczymy pierwszy dom ( dom na naszej wysokości, wcześniej widać za lasem domy, ale położone dużo niżej). Spostrzeżenie kurhanu nie powinno stanowić problemu, jeśli przyjmie się, że od drzewa nr 1111 do niego mamy niecały kilometr. Kurhanu opisywał nie będę, zdjęcie obok ukazuje, jaki on jest. Stoi tam też jest tablica z dokładnym opisem, na zachętę dodam tylko, że pochodzi on z neolitu. Po obejrzeniu kurhanu jedziemy do drogi szutrowej za lasem (widać, o co chodzi...) i nią kierujemy się do drogi asfaltowej we wsi Jawczyce. Warto zwrócić uwagę, że na odcinku 100m od kurhanu znajduja się dwie kapliczki ;) Czyżby nasi przodkowie lubili opuszczać swoje groby? Z duszą na karku dojeżdżamy do asfaltu i skręcamy w lewo do drogi nr 966. Następnie znów w lewo w kierunku Gdowa i jedziemy nieprzyjemny prawie 1,5 kilometrowy odcinek do Bilczyc (z drugiej strony, tutaj duchy powinny już nas opuścić:). Tam odbijamy w prawo na Sławkowice i dość mozolnie wspinamy się do centrum tej wsi. Po minięciu gimnazjum jedziemy ciągle główną drogą, aż do krzyżówki, gdzie skręcamy na południe. Na następnym(równorzędnym) skrzyżowaniu, skręcamy na Hucisko. Od Sławkowic jedziemy ciągle w dół i kiedy dojedziemy do drogi Dobranowice-Kunice odcinek z góry będzie miał ok 3km! Na wspomnianym skrzyżowaniu skręcamy w lewo (na Kunice) i od razu pod górę w prawo (drogowskaz na Krzesło Kantora). Podjazd będzie miał ok 1200 metrów. Po podjechaniu pod dom sołtysa skręcamy w prawo (za asfaltem) i wspinamy się lekko do góry. Ponieważ żeby nie odstraszyć ostatnich czytelników, nie wspominałem po co tu jedziemy, muszę zrobić to teraz. Przy najwyższym punkcie tej drogi znajduje się bowiem Grobowiec rodziny Lipowskich, który trzeba zobaczyć. Mroczne wejście, przywodzące na myśl horrory klasy B, oraz chłód panujący wewnątrz powodują, że dość szybko wskoczycie znów na rower , aby pognać do ostatniego celu tej podróży. Żeby nie było nieporozumień: grobowiec jest po lewej stronie (z drogi widać krzyż) i podjechać tam można pod rampami, które z dwóch stron chronią mogiłę przed wizytami nieupoważnionych. Grobowiec jakby więc objeżdżamy i wracamy na asfalt jadąc dalej w kierunku Grajowa. Po chwili zobaczymy drogowskaz w prawo do Krzesła Kantora. Uważam, że warto tam podjechać (to tylko jakieś 200m). Po powrocie na drogę czeka nas 4km przez wieś Grajów i nie są to wcale łatwe kilometry. Kiedy dojedziemy do drogi głównej możemy pojechać na wprost czerwonym szlakiem do Chorągwicy lub w lewo i później w prawo w dół na pierwszym skrzyżowaniu. Efekt będzie ten sam i tak czy siak wylądujemy przy remizie w Chorągwicy. Stamtąd podobnie jak w trasę po Pogórzu Wielickim kierujemy się na Sierczą czyli: w dół, lewo i od razu prawo, a następnie już w Sierczej szlakiem czerwonym przecinamy skrzyżowanie prowadzące w dół do Wieliczki, wjeżdżając na polną drogę. Z niej zjeżdżamy w lewo na szuter i po niecałych 100m metrach w lewo w dróżkę, która doprowadzi nas do kresu podróży, czyli cmentarza żydowskiego (nie sugeruję tu, że ktoś zostanie tam pogrzebany, czy też padnie z wysiłku, kres jako koniec, prawie, trasy i wycieczki;) Cmentarz jest właśnie 'odhaszczany', jest to bardzo klimatyczne miejsce, na którym można spędzić dużo czasu wędrując z aparatem pośród otwartych grobów i poprzewracanych nagrobków. Na dole lasku jedziemy sobie w prawo łąką i dojeżdżamy do drogi. Później w prawo i lewo i jesteśmy pod sądem w Wieliczce, spod którego już tylko rzut beretem do Rynku.
Trasa jak widać, choć długa i momentami dość skomplikowana dostarcza świetnych wrażeń. Wymagający teren powoduje, że oprócz mocnych nerwów, powinniśmy zadbać też o nasze przygotowanie fizyczne. Mam nadzieję, że pomysł ten przypadnie komuś do gustu.
Poleć innym: |
| Zmieniony: piątek, 14 stycznia 2011 23:23 |
Dodaj komentarz

